Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Propaganda i antyizmy.

20 września 2016

Przed II Wojną Światową antysemityzm był całkowicie dopuszczalnym sposobem opisywania rzeczywistości. Krytykę Żydów i ich działań można było znaleźć wprost w mediach i można się z nią było zgadzać, albo nie zgadzać. Czasami była trafna i opisywała fakty, czasami nie, bo wynikała jedynie z niechęci i nienawiści.

Bez problemu można było na przykład mówić o tym, że różne organizacje terrorystyczne działające w Polsce na zlecenie i na rzecz pewnego mocarstwa pod sztandarem partii komunistycznej, to w przytłaczającej większości Żydzi. Co raz pojawiali się różni ludzie opowiadający o tym, że Żydzi gdy robią macę dodają do niej krwi chrześcijańskich niewiniątek. Nikogo to nie dziwiło i część ludzi była nastawiona ogólnie bardzo niechętnie wobec Żydów, a żywiąc się tą propagandą, ich ogólna niechęć do Żydów znacząco wzrastała.

Nie ma znaczenia, czy te zarzuty wobec Żydów były uzasadnione, czy nie. Sami Żydzi dość intensywnie pracowali na to, by się odróżniać. W przedwojennej Polsce było mnóstwo Żydów w ogóle nie mówiących po polsku (tak jak i mnóstwo Żydów doskonale zintegrowanych!), wyróżniali się swoimi zwyczajami i wyglądem z których nie chcieli rezygnować.

Krytyka Żydów była dopuszczalna, wręcz powszechna w niektórych środowiskach. Było tak, bo nie było wówczas mowy (ani nawet MYŚLI) o tym, co Żydów potem spotkało. Nawet w hitlerowskich Niemczech koszmarny pomysł "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" rodził się w bólach bardzo długo. Przedtem była mowa "jedynie" o ograniczeniu praw, po czym o przesiedleniu.

Krytyka Żydów była dopuszczalna również dlatego, że FAKTYCZNIE udało im się przejąć (częściową przynajmniej) kontrolę nad częścią gospodarek, a co najważniejsze nad bankami. W Polsce (i nie tylko) Żydzi byli wyraźnie nadreprezentowani w niektórych zawodach, jak na przykład adwokatura. To raziło, rodziło krytykę, którą dziś nazywamy antysemityzmem.

Czemu o tym piszę?

Ano dlatego, że jakoś tak mi się to wszystko kojarzy z powszechnym dziś antyislamizmem. Bez większego trudu znajduję dziś, w różnych wypowiedziach, szczególnie na portalach społecznościowych, w zasadzie te same nuty, ten sam ton, który możemy znaleźć w naszej przedwojennej prasie. Nienawiść do islamu i muzułmanów ogólnie szerzy się z ogromną prędkością, tym większą, im większy zasięg mają dziś media. A różnice wobec przedholokaustowego antysemityzmu są stosunkowo niewielkie. Żydzi w różnych komunistycznych bojówkach również popełniali różne zbrodnie i zamachy - tyle, że odbywało się to na ówczesną, nie dzisiejszą skalę.

Nie ma znaczenia, czy różne zarzuty wobec muzułmanów są uzasadnione, czy nie. Sami muzułmanie dość intensywnie pracują na to, by się odróżniać. W Wielkiej Brytanii tysiące muzułmanów nie mówi po angielsku, nie próbują się nawet integrować (choć oczywiście ogromna ich część jest całkowicie zintegrowana, muzułmanin został nawet burmistrzem Londynu).

Nienawiść wobec islamu i muzułmanów jest, jak mi się wydaje, równie uzasadniona (lub nieuzasadniona jak kto woli) jak nienawiść do Żydów. Islam i muzułmanie stanowią wspaniały "ośrodek", wokół którego można łączyć ludzi. Żyjemy w czasach, gdy atomizacja społeczeństw - przynajmniej tych z naszego kręgu kulturowego - zaszła bardzo daleko, a człowiek jest zwierzakiem stadnym, potrafiącym żyć tylko w stadzie. Nic nie jednoczy bardziej niż wspólny wróg.

Jakże wyraźnie widać to dziś, gdy w sytuacji współistnienia w Polsce dwóch wrogich sobie plemion, antyislamizm nagle łączy bez względu na to, czy się jest kaczystą czy lemingiem. Jakże zaskakujące jest, że prymitywne chwyty propagandowe działają dziś dokładnie tak samo jak działały 100 czy 150 lat temu, gdy antysemityzm był czymś powszechnym.

Mnie zupełnie nie chodzi tu o negowanie okrucieństw, które mają miejsce na Bliskim Wschodzie, w tym wobec chrześcijan. Chodzi mi o wszelkie, głupie uogólnienia, które są podstawą różnych anty...zmów. Z jakichś tajemniczych przyczyn nikt nie przypomina sobie, że jeszcze nieco ponad 25 lat temu W OGÓLE nie było problemu islamu. Wcale. Cała sprawa palestyńska, która teoretycznie mogłaby być eksploatowana pod zielonym sztandarem proroka, była prowadzona absolutnie w oderwaniu od religii. Z jakichś tajemniczych przyczyn nikt nie chce dziś pamiętać, że na Bliskim Wschodzie muzułmanie przez wieki całe żyli obok chrześcijan w całkiem niezłej zgodzie jak na tamte, trudne do życia okolice. Ustanowione po II Wojnie Światowej laickie państwa gwarantowały wręcz całkowity pokój religijny na tamtych terenach i dopiero destabilizacja i rozbicie tych państw doprowadziło do obecnej sytuacji.

Historia się rzadko powtarza. Powtarzają się za to ludzkie reakcje - są one stałe i wciąż tak samo prymitywne, bo kierowane jedynie instynktami, a nie rozumem. Dzisiejszy antyislamizm niewiele się różni od niegdysiejszego antysemityzmu. I całkiem niewykluczone, że doprowadzi do podobnych skutków, gdy w Europie wybuchną konflikty. A wybuchną, co do tego mało kto ma jakiekolwiek wątpliwości. I być może pojawi się wówczas silny człowiek, który uzna, że konieczne jest ostateczne rozwiązanie kwestii muzułmańskiej w Europie. Bo czemu niby nie?

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał49kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał46
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)